niedziela, 24 maja 2015

56 dni. Życie na huśtawce.

Tamtego dnia nie wiedziałam co mnie czeka. Tamtego dnia nawet przez myśl nie przeszło mi że będzie aż tak ciężko. 
Każdy dzień na Oddziale Intensywnej Terapii Noworodka był dla mnie wielką traumą. Każdy dzień w tym miejscu napawał mnie okropnymi uczuciami których opisać nawet nie jestem w stanie. A przeżyłam ich tam dokładnie 56.
56 dni życia na jakiejś okropnej huśtawce bez możliwości zejścia z niej.

Chyba każda matka wcześniaka dokładnie pamięta swoje emocje które towarzyszyły jej kiedy chwytała za klamkę oddziału. Każda matka pamięta ten charakterystyczny zapach, ciepło płynące z inkubatorów i dźwięk maszyn. 
Kiedy pomyśle o tym ostatnim w uszach rozbrzmiewa mi niezła orkiestra pikających maszyn podtrzymujących życie moich synków i alarmujące urządzenia które wzywały do działania personel których zapomnieć się nie da.

Do dziś w głowie mam obraz lekarzy ratujących życie moich synków który niejednokrotnie widziałam na własne oczy kiedy otworzyłam drzwi oddziału. Niejednokrotnie mam w głowie obraz Pana w garniturze idącego z białą walizką na Oddział. I niewyobrażalny lęk. Kogo tym razem dotknęła ta tragedia.
Lęk o życie trwał tam przez cały czas pobytu. Nie mijał nawet na chwilę. Towarzyszył mi cały czas, nawet podczas snu. 

Myślałam tylko o tym by to wszystko dobiegło już końca, marzyłam o tym by obudzić się i usłyszeć że moje dzieci same oddychają. Nie chciałam wtedy niczego więcej. Tylko o tym marzyłam. 
Każda godzina była wielką niewiadomą. Zdarzało się że było wszystko w porządku a kiedy wróciłam z łazienki stan któregoś z synków znów się pogorszył. Znów usłyszałam: ,,Proszę przygotować się na najgorsze." 

Gdyby ktoś dziś chciał żebym opisała każdy dzień po kolei nie miałabym z tym najmniejszego problemu. Bo tamtych chwil z pamięci wymazać się już nie da...